ŚWIAT WG POLKI

MIASTO ZŁUDZENIE: Los Angeles

Miasto Aniołów – świat gwiazd filmowych, złote plaże, czerwone dywany, limuzyny, lejący się szampan i żar z błękitnego nieba. Ileż to różnych skojarzeń pojawia się na myśl o Los Angeles! Ale czy wszystkie one odzwierciedlają prawdziwe oblicze tej aglomeracji? Jak głęboko obraz tego miejsca, wykreowany przez wpływowe media, wpłynął na postrzeganie go przez nas? Czy zapisał się on w naszej wyobraźni samymi superlatywami? Czy zostało w nim miejsce na codzienne, często tak różne od tego filmowego, życie?

Kilka miesięcy temy znaleźliśmy się z mężem w USA z powodów zawodowych, ale był to nasz dobrowolny wyjazd. Traktowaliśmy go po części jako interesujące doświadczenie, po części jako wyzwanie, po części okazję do poszerzenia horyzontów. Ponieważ nie jesteśmy fanami amerykańskiego stylu życia, szerokim łukiem omijamy fast foody, nie chadzamy do kina na tandetne komedie, American Dream nie zadziałał na nas jako przynęta. Niektórzy bez wątpienia zastanawiają się teraz, po co w ogóle polecieliśmy za ocean, skoro podchodzimy sceptycznie do pewnych obszarów amerykańskiej kultury. Zadziałała czysta ciekawość i chęć przekonania się na własnej skórze, co w tej Ameryce piszczy. Świadomi własnych uprzedzeń, pozostaliśmy jednocześnie otwarci na ich weryfikacje i nowe doświadczenia.

LA (20)

Początkowo to Detroit było naszym domem (na bardzo krótki okres), później oddelegowano nas do Los Angeles. Bardzo cieszyliśmy się na pobyt w Kalifornii. Cały region niesamowicie nas zachwycił: barwna, urozmaicona linia brzegowa, Pacyfik z kryjącymi w swych czeluściach niezliczonymi gatunkami flory i fauny, bajeczne San Francisco z mnóstwem wzgórz, a na nich misternie poukładanymi budynkami, przypominającymi bardziej kolorowe, drewniane domki dla lalek niż schronienia dla ludzi.
Jednak to na LA skupimy się dzisiaj najwięcej. Po pierwsze, ponieważ spędziliśmy tam kilka miesięcy i w jakiś sposób głębiej udało nam się poznać to miasto; po drugie, widoczne są w nim liczne, mocno zarysowane kontrasty, które po części dobrze oddają charakterystykę amerykańskiego społeczeństwa.

Los Angeles Helicopter (15)

LA (14)

Karmieni od wczesnych lat różnorodnymi nowinkami z życia amerykańskich celebrytów (swoją drogą nie wiem, gdzie trzeba by było mieszkać, żeby o nich nie słyszeć), LA jawiło się nam jako oaza relaksu, odpoczynku, kraina mlekiem i miodem płynąca. I tak, nie ma w tym żadnej przesady, jednak to mleko i miód płyną dla wybranych, czytaj wąskiej grupy rezydentów miasta – milionerów i miliarderów. Piękne wille z zapierającymi dech w piersiach ogrodami dopracowanymi w najmniejszym detalu, owszem są, ale dostępu bronią do nich tabuny ochroniarzy i wysokie ogrodzenia. Spacerując po Hollywood, gdzie chodniki usłane są złotymi gwiazdami z odciskami sławnych osobistości sceny muzycznej i filmowej, na każdym kroku kuszeni jesteśmy zorganizowanymi wycieczkami, wokół wyżej wymienionych posiadłości. Wątpliwa atrakcja, przyciągająca zadziwiająco dużą liczbę chętnych. Najlepsze plaże, to te prywatne przyklejone do wielkich rezydencji. Sławetny Pier Santa Monica trąci kiczem i tanią rozrywką. Jeśli lubisz przeciskać się przez tłum turystów, by spojrzeć z góry na rozbijające się o drewniane słupy mola fale, stać w długich kolejkach po coś do picia, być nagabywanym przez fotografów ‘magików’ sprawiających, że w kilka sekund przed chwilą zrobione zdjęcia zamienią się w krótki film, to jest to zdecydowanie miejsce dla Ciebie. Studia filmowe są świetną rozrywką, ale wizyta w nich lekko uszczupli nasz portfel.

LA (19)

Los Angeles zdecydowanie do tanich miast nie należy. Albo inaczej: jeśli ma się ochotę miło spędzić czas, to szybko zauważa się, że liczba bezpłatnych atrakcji jest nieporównywalnie niska do tych na przykład w Nowym Jorku czy wyżej wymienionym San Francisco, nie wspominając o Europie. Są dzielnice bez parków, skwerów, tak jakby klasa robotnicza nie potrzebowała wyjść na spacer. Za to ilość pól golfowych jest porażająca. Oczywiście wstęp na plaże jest darmowy, Griffith Park z widokiem na miasto również. I niesamowite zachody słońca bezcenne. Podobno najlepsze rzeczy w życiu są za darmo, jednak nikt nie zaprzeczy, że gdy nie trzeba liczyć każdej złotówki, w tym przypadku dolara, to żyje się łatwiej i wygodniej.

Los Angeles Helicopter (7)

W Stanach różnice klasowe są znacznie bardziej widoczne niż na Starym Kontynencie. Jeżeli w LA nie posiadasz auta – jesteś biedakiem; w Londynie ludzie latami żyją bez własnego środka transportu, chociaż nie mogą narzekać na swoją sytuację materialną. Zamożni mieszkańcy niewątpliwie podnoszą prestiż amarykańskiej aglomeracji, przez co stanowią bezpośrednią przyczynę stale rosnących cen nieruchomości, co w rezulacie spowodowało najpoważniejszy w całych Stanach kryzys bezdomnych. Władze przez dekady udawały, że problem nie istnieje, co w konsekwencji przerodziło się w sytuację bardzo trudną do rozwiązania. Doszło nawet do takich paradoksów, że niektórzy żyjący na ulicy mają pracę, ale horrendalnie wysokie ceny mieszkań uniemożliwiają im podnajem czegokolwiek. Inną sprawą jest zmiana prawa w Kalifornii w latach 70-tych ubiegłego stulecia, na mocy którego osoby chore umysłowo zostały pozbawione państwowej opieki zdrowotnej. Chęć zredukowania kosztów ponoszonych na utrzymywanie szpitali psychiatrycznych poskutkowała zamknięciem tych placówek, a pacjenci zostali dosłownie wyrzuceni na ulicę. I po dziś dzień tam żyją, niezdolni samodzielnie zadbać o swoje potrzeby. Szokujący jest również fakt, że razem z nimi chodnik dzielą weterani wojenni, o których państwo zapomniało, gdy odbyli służbę.

Nie zaprzeczam, że mieszkanie nad oceanem, codziennie spacery po plaży, cudowna roslinność, stanowiły wielkie atuty tego miejsca. Chciałam tylko zwrócić uwagę, że często na pierwszy rzut oka nie dostrzegamy całej złożoności danego miasta, obszaru. Zapominamy o obserwacji własnymi oczami, patrząc tylko na to, co zostało nam niegdyś pokazane, powiedziane. A życie to ciągła konfrontacja planu filmowego z rzeczywistością.

LA (5)

Tekst i zdjęcia Marta / Flowers&Cakes

TagsUSA
Share:
%d bloggers like this: