Łosoś „al cartoccio” (w papierku)
PlorIT – facebook: Anna’s Blog PlorIT
www.plorit.wordpress.com

Danie rybne!
Bleeee!
Jak tylko słyszę, że na talerzu będzie ryba to aż ciarki po mnie chodzą.
W domu tata był wędkarzem, więc te istoty w łuskach często gościły na naszym stole. Do tego rodzice wyspecjalizowali się w robieniu ryby w galarecie.
Odkąd mieszkam we Włoszech musiałam się „zaprzyjaźnić” z owocami morza takimi jak: kraby, krewetki, małże, homary. Tylko w ciąży miałam chcicę na te rzeczy… po porodzie mi przeszło. Problem w tym, że będąc matką i wiedząc ile wartości mają ryby jestem zmuszona zamieścić je w naszym domowym menu. I co tu zrobić? Jak wmówić dzieciom, że ryba jest pycha, ale mamusia ich nie będzie jeść?
Kiedyś zaproszona zostałam na obiad do restauracji po pewnym kursie w pracy. Wszystkim podano łososia grillowanego. Nie wypadało odmówić! Spróbowałam i się zakochałam. Pychotka!!!
Trochę przerobiłam ten przepis i tak Wam go podam:
Kupujecie:
* łososia pokrojonego w dzwonki, tyle porcji ile osób
* 2 cytryny
* słoiczek kapary
* rozmaryn
* pieprz i sól
* oliwa z oliwek extra vergine (lub olej jaki lubicie)
* folia aluminiowa
Włosi często pieką w folii aluminiowej tzw. „al cartoccio”, bardzo sprytny i prosty sposób pieczenia. Możecie to przyrządzić na pół godziny przed posiłkiem, ale lepiej jest marynować rybkę kilka godzin wcześniej.
Podając łososia na kolację, tuż po obiedzie rozkładam na stole kwadraty folii aluminiowej. Na każdym kwadracie kładę dzwonek tego „morskiego zwierza” posolony i popieprzony. Na każdym łososiu kładę plaster cytryny. Na to gałązkę rozmarynu. Na każdą porcję sypię łyżeczkę kapary. Polewam sokiem z wyciśniętej cytryny i polewam ciutkę oliwą. Każdą porcję ryby zawijam szczelnie i kładę na blachę. Następnie chowam do lodówki na kilka godzin. Tuż przed kolacją rozgrzewam piekarnik na 180°C i jak jest gotowy to wstawiam blachę na około 20-25 minut.
Proste i smaczne. Ości i skóra łatwo odchodzą na talerzu.
Oczywiście każdy może sobie sypać na rybę co chce: tymianek, koktajlowe pomidorki, cebulkę, pietruszkę… w zależności od gustu. A co najfajniejsze: nie śmierdzi w domu rybą i nie ma nic do czyszczenia!
 
ANIA
Share:
%d bloggers like this: